Misioneras Oblatas de María Inmaculada

 Misioneras Oblatas de María Inmaculada

Koniec asfaltu

peru 1142

Wspomienia z Peru

Pewnie każdy z Was zastanawia się, dlaczego pisząc o doświadczeniu misyjnym w Peru wybrałam taki tytuł. Dotyczy on znaków drogowych, które mijałyśmy po drodze do Moran Lirio- wioski położonej na wysokości 3600 m n.p.m., gdzie mieszkałyśmy podczas miesięcznego pobytu w Peru.

 

 Wydawałoby się, że koniec asfaltu to koniec drogi. Dalej po prostu już nic nie ma, nikt tam nie mieszka, nie warto tam jechać. Pan Bóg zapragnął jednak inaczej. W szczególny sposób stał się obecny pośród ludzi, którzy tam żyją. Przebywał pośród nich w Najświętszym Sakramencie, w Słowie Bożym, w sakramentach oraz w drugim człowieku.

Te dwa krótkie słowa stały się symbolem samego doświadczenia. To był „koniec asfaltu” w wielu aspektach: wygodnego życia, łatwego dostępu do wielu rzeczy, codziennej Mszy Św., obecności kapłanów...itd. W tym krótkim okresie czasu wydarzyło się  wiele rzeczy, które bardzo mile wspominam i za którymi w jakiś sposób tęsknię.

DSC 0634Nasz pobyt w Moran Lirio rozpoczęłyśmy od otwarcia drzwi znajdującej się tam kaplicy i pozostawienia w niej na ten czas obecności Pana Jezusa, przebywającego w Najświętszym Sakramencie. Pierwszy tydzień przeznaczyłyśmy na prowadzenie zajęć dla dzieci, które właśnie w tym momencie miały wakacje. Codziennie modliły się z nami Jutrznią, słuchały krótkiej katechezy i oddawały się temu, co dzieci w tym okresie życia najbardziej potrzebują - grom i zabawom. Bywały dni, kiedy wybijała godzina pierwsza, a dzieciaki nie chciały iść do domów. Musiałyśmy nawet kilka razy „odsyłać” je, powtarzając im, że następnego dnia się zobaczymy.

Przez dwa kolejne tygodnie prowadziłyśmy zajęcia w szkole. Był to niesamowity czas zarówno dla dzieci, młodzieży jak i dla nas. Jednym z tematów, jaki przygotowałyśmy, mówił o przykazaniu miłości. Na tych zajęciach czytałyśmy im  krótką opowieść, która mówiła o tym, jak powinna wyglądać miłość do drugiego człowieka. Przedstawiała ona pewnego staruszka, który do tego stopnia kochał innych ludzi, że dzielił się z nimi cząstką swojego serca, a w zamian otrzymywał kawałek innego. Nie wszyscy jednak odwzajemniali jego uczucie, przez co jego serce pozostawało przeszyte bólem w takich sposób, że odstraszało innych. Tą opowieścią chciałyśmy uświadomić młodym, że miłość do drugiego człowieka jest prawdziwa tylko wtedy, kiedy człowiek potrafi bezinteresownie ofiarować swój czas, pomoc, a przede wszystkim samego siebie.

peru 1170W drodze powrotnej do Madrytu, kiedy siedziałam w samolocie, stanęły mi przed oczami twarze ludzi, których tam spotkałam. Czułam, że moje serce jest kompletnie puste w środku, jakby ktoś wyrwał z niego wszystkie kawałki. Przypomniałam sobie opowieść o staruszku. W sercu poczułam smutek, z powodu mojego wyjazdu, ale też i radość, ponieważ tak wiele osób zabierałam w moim sercu do Madrytu.

W tym samym czasie przygotowywałyśmy dzieci i młodzież do sakramentów św. Ze względu na brak kapłanów, czy nawet katechetów, którzy mogliby przygotować wiernych do ich przyjęcia, sakramenty w Moran Lirio kończą się na przyjęciu Chrztu Św. To tak naprawdę jedyny sakrament, który większość mieszkańców przyjęła. Bardzo mało osób przystąpiło do I Komunii Św., a jeszcze mniej przyjęło sakrament Bierzmowania, nie mówiąc już o sakramencie Małżeństwa. Żadna z rodzin tam żyjących nie ma ślubu kościelnego, ten sakrament po prostu tam nie istnieje.

IMG-20150820-WA0030Czas przygotowania do sakramentów, był bardzo krótki. Ci, którzy pragnęli przyjąć sakrament, uczestniczyli w katechezach codziennie. Dla nich była to możliwość poznania Boga i doświadczenia Go przede wszystkim w sakramencie, który przyjęli. Gdy o tym piszę, przychodzą mi na myśl dwie kobiety: Catalina i Asunción, które również uczestniczyły w katechezach. Każda z  nich ma po 40 lub 40 parę lat, jednak żadna nie przyjęła Komunii Św. Dopiero teraz po raz pierwszy wyspowiadały się, po raz pierwszy przyjęły Pana Jezusa w Komunii Św. i sakrament Bierzmowania. Dla mnie był to znak, że  dla Pana Boga wszystko jest możliwe, że On właśnie szuka nas nieustannie, dopóki nas nie znajdzie.

Dzień, w którym przyjechał biskup tamtejszej diecezji (aby odprawić Mszę Św. dziękczynną za śluby wieczyste Teresy, która właśnie z stamtąd pochodzi, jak i również udzielić sakramentów św.) był niezwykłym wydarzeniem dla wszystkich. Cała kaplica wypełniła się po brzegi. Był to cudowny widok ponieważ przez cały rok była zamknięta, nie było niedzielnej Eucharystii, Liturgii Słowa, czy nawet katechezy dla dzieci. Swoją obecnością - nie tylko w ten dzień, ale przez cały ten czas naszego pobytu, poprzez ich uczestnictwo w codziennych Liturgiach Słowa, które prowadziłyśmy - uświadomili nam jak bardzo pragną szukać Boga  i jeszcze bardziej Go poznawać.
Dzień przed wyjazdem, po raz ostatni otworzyłyśmy kaplicę, żeby poprowadzić Liturgię Słowa. Dzieci, młodzież i osoby starsze licznie przyjęli Komunię Św. Po chwili w sercu pojawił się ból na widok wiecznej lampki od tabernakulum, która w tym momencie zgasła.

Trudno wyrazić słowami, to wszystko, co tam przeżyłyśmy. To doświadczenie na długo pozostanie w moim sercu. Dziękuję Panu Bogu za ten czas, za to, że to właśnie ja mogłam tam polecieć i mam nadzieję, że kiedyś tam powrócę.
 
Galeria: